Wyszłam na balkon i usiadłam na grubej belce połączonej ze
ścianą, która stanowiła część barierki odgradzającej mnie od
poczucia wolności. Wyciągnęłam z kieszeni rozciągniętego swetra
małą paczkę i zapalniczkę. Włożyłam papierosa do ust,
zapaliłam go i zaciągnęłam się dymem, który dotarł do
najgłębszych zakątków moich płuc, po czym go wypuściłam
odczuwając coś w rodzaju ulgi. Biorąc kolejnego bucha, spojrzałam
w górę na gwieździste niebo. Większość ludzi pewnie nie widzi
we mnie niczego nadzwyczajnego. Myślą, że jestem po prostu
normalną dziewczyną. Już nawet nie chodzi o to że mam coś z
psychiką, bo wtedy to jeszcze nawet dobrze by myśleli. Problem jest
w tym, że aby być ''normalną dziewczyną'' najpierw musiałabym
być w pełni człowiekiem. Zgasiłam papierosa, zeszłam z belki i
podeszłam do barierki, oparłam się o nią łokciami i spojrzałam
na rozciągający się wkoło widok nocnego, rozświetlonego
latarniami miasta. Robiło się coraz jaśniej, wkrótce miał
nadejść wschód słońca. Wróciłam do pokoju spakowałam się do
szkoły i przygotowałam sobie ubrania. Nowa szkoła hm... Nawet nie
myślę o tym, że może być inaczej niż zwykle, więc zostając
obojętna na opinie ludzi, poradzę sobie. Można powiedzieć, że
mam to już we krwi. Położyłam się na łóżku i spojrzałam na
telefon. Godzina 6:48. Jeszcze trochę i będzie zima. Moja ulubiona
pora roku, nie wiem czemu, ale świat wtedy moim zdaniem wygląda na
niewinny, tak jakby żadnego zła w nim nie było, przez ten biały,
czysty śnieg. Podniosłam się z łóżka i poszłam do łazienki.
Nagle kątem oka zauważyłam jak coś mignęło obok mnie.
Odwróciłam się szybko, ale niczego nie zobaczyłam. Przyznam
trochę się wystraszyłam, ale pomyślałam, że pewnie tylko mi się
wydawało i weszłam do łazienki. Wrzasnęłam ze strachu znajdując
w niej stojącą na wprost drzwi czarną, zakapturzoną postać
trzymającą w ręce kosę. Zjawa momentalnie pojawiła się przy
mnie zakrywając mi usta, tłumiąc przez to mój krzyk.
‒ Nie krzycz… ‒ szepnął męski, spokojny głos. ‒ Nie zamierzam zrobić ci krzywdy. ‒ Puścił moje usta, a ja się uspokoiłam.
‒ W takim razie czego chcesz? ‒ powiedziałam mocno wkurzona.
‒ Chcę Ci coś pokazać. ‒ Mężczyzna złapał mnie za rękę i nagle pojawiliśmy się na jakiejś polanie.
Rozpoznałam to miejsce od razu. Bawiłam się tu, gdy byłam jeszcze dzieckiem zanim odebrano mi zdolności do niektórych uczuć. Puściłam rękę ''żniwiarza'' i powoli stawiałam kroki wprzód zdając sobie sprawę, że widzę siebie kiedy byłam mała. Pobiegłam w moją stronę, chcąc uchronić się od utraty uczuć. Kiedy chciałam złapać młodą siebie, ale moje dłonie po prostu przeniknęły ciało. Upadłam na kolana, patrząc jak dawnej mnie ukazuje się okropny obraz, a następnie traci uczucia.
Chciałam krzyknąć, ale nie byłam w stanie wydobyć z siebie głosu. Zacisnęłam oczy, a po moich policzkach spłynęły łzy. Kiedy je z powrotem otworzyłam, siedziałam na łóżku, a przed nim stał ten sam ubrany na czarno mężczyzna.
‒ Dlaczego? ‒ spytałam łamliwym głosem i spojrzałam na niego błyszczącymi od łez oczami.
‒ Chciałem Ci przypomnieć kim jesteś i skąd pochodzisz. Jestem kimś w rodzaju twojego przewodnika życiowego ‒ rzekł i oparł się na swojej kosie.
‒ Jeśli chcesz mieszać w moim życiu, to chociaż pokaż mi swoją twarz ‒ Uspokoiłam się trochę.
‒ Niech będzie ‒ odparł i zdjął kaptur. Moim oczom ukazał się młody chłopak, wyglądał na nie więcej niż 20 lat. ‒ Jest 7:37, lepiej już idź, bo spóźnisz się do szkoły ‒ mruknął i rozpłynął się w powietrzu.
Zebrałam wszystkie rzeczy, ubrałam się i wyszłam z domu. Cały czas miałam przed oczami obraz chłopaka o kruczoczarnych włosach, zielonych jak szmaragdy oczach i nienaturalnie pięknej twarzy. Kim on jest tak naprawdę?
‒ Nie krzycz… ‒ szepnął męski, spokojny głos. ‒ Nie zamierzam zrobić ci krzywdy. ‒ Puścił moje usta, a ja się uspokoiłam.
‒ W takim razie czego chcesz? ‒ powiedziałam mocno wkurzona.
‒ Chcę Ci coś pokazać. ‒ Mężczyzna złapał mnie za rękę i nagle pojawiliśmy się na jakiejś polanie.
Rozpoznałam to miejsce od razu. Bawiłam się tu, gdy byłam jeszcze dzieckiem zanim odebrano mi zdolności do niektórych uczuć. Puściłam rękę ''żniwiarza'' i powoli stawiałam kroki wprzód zdając sobie sprawę, że widzę siebie kiedy byłam mała. Pobiegłam w moją stronę, chcąc uchronić się od utraty uczuć. Kiedy chciałam złapać młodą siebie, ale moje dłonie po prostu przeniknęły ciało. Upadłam na kolana, patrząc jak dawnej mnie ukazuje się okropny obraz, a następnie traci uczucia.
Chciałam krzyknąć, ale nie byłam w stanie wydobyć z siebie głosu. Zacisnęłam oczy, a po moich policzkach spłynęły łzy. Kiedy je z powrotem otworzyłam, siedziałam na łóżku, a przed nim stał ten sam ubrany na czarno mężczyzna.
‒ Dlaczego? ‒ spytałam łamliwym głosem i spojrzałam na niego błyszczącymi od łez oczami.
‒ Chciałem Ci przypomnieć kim jesteś i skąd pochodzisz. Jestem kimś w rodzaju twojego przewodnika życiowego ‒ rzekł i oparł się na swojej kosie.
‒ Jeśli chcesz mieszać w moim życiu, to chociaż pokaż mi swoją twarz ‒ Uspokoiłam się trochę.
‒ Niech będzie ‒ odparł i zdjął kaptur. Moim oczom ukazał się młody chłopak, wyglądał na nie więcej niż 20 lat. ‒ Jest 7:37, lepiej już idź, bo spóźnisz się do szkoły ‒ mruknął i rozpłynął się w powietrzu.
Zebrałam wszystkie rzeczy, ubrałam się i wyszłam z domu. Cały czas miałam przed oczami obraz chłopaka o kruczoczarnych włosach, zielonych jak szmaragdy oczach i nienaturalnie pięknej twarzy. Kim on jest tak naprawdę?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz