Włożyłam słuchawki w uszy, włączyłam play i usłyszałam
pierwsze nuty piosenki kojącej mój wewnętrzny ból. Z zamyśleniem
na twarzy skracałam dystans dzielący mnie od szkoły. Po kilku
minutach stanęłam przed gmachem budynku. Ceglane ściany i wysokie
okiennice świadczyły o tym, że szkoła ma już swoje lata.
Zdziwiłam się, kiedy weszłam do środka i zastałam nowocześnie
urządzone korytarze, odrestaurowaną salę gimnastyczną i klasy.
Udałam się do gabinetu dyrektora, aby dać ostatnie papiery.
Zapukałam do drzwi, usłyszałam stłumione ''proszę'' i weszłam
do środka.
‒ Dzień dobry ‒
mruknęłam i podeszłam do biurka.
‒ Dzień dobry, ty pewnie jesteś Nathalie
Greenwood. ‒
Podniósł wzrok na mnie.
‒ Na nieszczęście tak się nazywam ‒
odparłam obojętnym tonem.
‒ Nieszczęście? Nathalie to piękne imię ‒
powiedział i schował formularze, które mu
dałam.
‒ Mi się nie podoba równie mocno jak
nazwisko. Mniejsza, dostanę swoją szafkę? ‒
spytałam, a mężczyzna od razu otworzył
szufladę i podał mi małą karteczkę z szyfrem i numerkiem. ‒
Dziękuje.
‒ Masz jakieś pytania? ‒
spytał, kiedy już byłam przy drzwiach.
‒ Nie, do widzenia ‒
powiedziałam i wyszłam nie czekając na
odpowiedź.
Ruszyłam w stronę głównego korytarza, na którym są wszystkie
szafki. Odszukałam swoją, odszyfrowałam i wpakowałam niemal
wszystkie rzeczy z plecaka do niej, porządnie je układając, by
zajęły jak najmniej miejsca. Zostawiłam sobie tylko notesik,
długopis, portfel i telefon i zatrzasnęłam szafkę. Sprawdziłam
czy na pewno jest zamknięta i poszłam szukać mojej klasy. Weszłam
do pomieszczenia, w którym było chyba z 25 osób. Zajęłam miejsce
w ostatniej ławce pod oknem i spojrzałam za szybę. Powoli
zaczynało padać. W klasie panował chaos. Nie mogłam znieść tego
hałasu, więc włożyłam słuchawki w uszy, czekając na przybycie
wychowawcy. Zauważyłam cień nade mną, więc spojrzałam kto
zasłania mi światło. Nie należę do najwyższych, więc musiałam
zadrzeć głowę dość wysoko, by spojrzeć na rozwścieczoną
blondynkę, o szarych brązowych oczach. Była bardzo ładna. Pewnie
jest z klasowej ''elity''. Ruszała ustami, chyba coś do mnie
mówiła, ale nie bardzo mnie to obchodziło, więc odwróciłam się
z powrotem do okna. Nagle wyszarpnęła mi słuchawki z uszu.
‒ Mówię do ciebie, więc mnie nie ignoruj
mała zdziro ‒
krzyknęła, a ja na nią spojrzałam
obojętna.
‒ Zdziro? Okay, może być. Oddaj mi słuchawki,
nie wydaję mi się, bym pozwoliła Ci je dotykać. ‒
Wzięłam słuchawki z jej rąk. ‒
Czego ode mnie chcesz? ‒
Uniosłam brew w geście zdziwienia.
‒ To moje miejsce, więc łaskawie znajdź
sobie inne.
‒ Założyła ręce na wysokości piersi i
spojrzała na mnie wyniośle, a ja spojrzałam na ławkę, później
na krzesło, podłogę a nawet parapet. ‒
Co ty robisz?
‒ Szukam podpisu, stempla, inicjałów czy
czegokolwiek co pokazywałoby, że to miejsce należy do ciebie ‒
mruknęłam.
‒
Ty sobie kpisz? Wypad z mojego miejsca już!
Bo jak nie, to nie będziesz miała życia w tej szkole. ‒
Pogroziła mi, a ja dalej obserwowałam ją
obojętnym wzrokiem.
‒ Nie rusza mnie to. ‒
Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na
telefon, który pokazywał godzinę 8:34.
‒ Doigrałaś
się. Nie znajdziesz w tej szkole nikogo, kto cię chociażby polubi.
‒
Uśmiechnęła się złowrogo.
‒ A co ty możesz o tym wiedzieć? Myślisz, że
cię lubią? Hah żałosne. Te ''przyszywane przyjaciółki'', które
cię otaczają, myślisz, że to prawdziwa przyjaźń? Myślisz, że
możesz na nich polegać? Powiem ci coś. One się z tobą trzymają
tylko dlatego, że stanowisz ''elitę'', pewnie jesteś bogata, albo
twój ojciec to dyrektor, nie ważne. Te żmije czekają tylko na to,
aż zrobisz coś co mogłoby być na ustach wszystkich. Domyślam
się, że krąży o tobie mnóstwo plotek, a jak myślisz skąd inni
mogą wiedzieć o twoich sekretach? Pewnie powiedziałaś je tylko
swoim przyjaciółeczkom, prawda? ‒
oparłam się o parapet, założyłam nogę na
nogę i spostrzegłam, że wszyscy się na mnie gapią z otwartymi ze
zdziwienia ustami. Spojrzałam na cztery dziewczyny stojące po obu
stronach blondynki. ‒
Mi by było wstyd na waszym miejscu. Udawać
czyjąś przyjaciółkę za cenę sławy? Równie żałosne jak ta
wasza ''przyjaciółka'' ‒
mruknęłam.
‒ Ty jesteś żałosna. Nie licz na to, że
będziesz w tej szkole kimś. Jesteś zwykłą tępą zdzirą, ty
pewnie nie masz wcale przyjaciół. ‒
Podniosła ton.
‒ Wolę nie mieć przyjaciół, niż mieć
takich jak one czy ty. A teraz odejdź, bo zatruwasz mi powietrze ‒
warknęłam.
Dziewczyna wściekła się jeszcze bardziej, ale w tym momencie do
sali wszedł nauczyciel i kazał jej usiąść. Blondynka posłała
mi spojrzenie pełne pogardy i usiadła w wolnej ławce. Wychowawca
zaczął mówić najważniejsze informacje, a ja notowałam wszystko
co było dla mnie istotne.
‒ A teraz, poproszę na środek naszą nową
koleżankę, chodź tutaj. ‒
Niechętnie wstałam i powędrowałam na
środek. ‒
Przedstaw się nam.
‒ Cześć jestem Nathalie Greenwood, mam 16
lat, przeskoczyłam dwie klasy wyżej, dlatego aktualnie jestem z
wami w drugiej klasie. Pochodzę z Irlandii. Przeprowadziłam się
tutaj, ponieważ mam ambicję i postanowiłam uczęszczać do lepszej
szkoły. ‒
Wszyscy na mnie patrzyli z niemałym
zdziwieniem. ‒
Interesuję się wieloma sportami, szczególnie grami zespołowymi,
aktorstwem i śpiewem.
‒ A powiedz, czym zajmują się twoi rodzice? ‒ spytał nauczyciel.
‒ Moi rodzice od dwóch lat nie żyją, ale
byli naprawdę wspaniałymi ludźmi. ‒
Uśmiechnęłam się delikatnie na wspomnienie o nich.
‒ Przykro mi, nie wiedziałem ‒
burknął wychowawca.
‒ Nic się nie stało. Mam starszego o 3 lata
brata, ale nie wiem gdzie teraz jest, bo uciekł z domu kiedy miał
17 lat, tydzień przed śmiercią rodziców ‒
powiedziałam i spojrzałam w podłogę.
‒ Nathalie wszystko w porządku? ‒
spytał mężczyzna.
‒ W jak najlepszym. Dobrze sobie radzę, mimo
że jestem zdana tylko na siebie. ‒
Uśmiechnęłam się promiennie i w tym momencie drzwi do klasy
gwałtownie się otworzyły, uderzając mnie, przez co odleciałam
kawałek i upadłam na ziemię, a blondynka z wcześniej zaczęła
się głośno śmiać. Zakręciło mi się trochę w głowie.
‒ Wszystko w porządku? ‒
spytali jednocześnie klęczący nade mną wychowawca i chłopak,
który pewnie tak wpadł do klasy.
‒ Oprócz wstrząśnienia mózgu to chyba tak ‒
odparłam, a niektórzy z klasy się zaśmiali.
‒ Daj rękę, pomogę ci wstać ‒
powiedział chłopak, ale ja wstałam bez jego pomocy i otrzepałam
spódniczkę.
‒ Nie trzeba, jak widać potrafię sobie radzić
sama ‒
odparłam z delikatnym uśmiechem. ‒
Mogę już usiąść na miejsce? ‒
Spojrzałam na nauczyciela.
‒ Tak, pewnie ‒
wybełkotał zdziwiony całą sytuacją, a ja pomaszerowałam na
miejsce. ‒
Panie Anderson niech pan również usiądzie. ‒
Chłopak rozejrzał się po klasie, a że jedyne miejsce wolne było
obok mnie, to ruszył w jego stronę.
‒ Ale jak to? Proszę pana on nie może
siedzieć z NIĄ ‒
krzyknęła blondynka.
‒ A to dlaczego? ‒
spytał chłopak siadając na krześle obok mnie.
‒ Jeszcze się czymś od niej zarazisz Mikey. ‒
Spojrzała na mnie z obrzydzeniem.
‒ Daj spokój Felicia. Zachowujesz się jak
dziecko. ‒
Spiorunował ją spojrzeniem i zwrócił się do mnie. ‒
Przepraszam za nią, bywa wredna.
‒ Myślisz, że mnie to obchodzi? Laska jest
dla mnie nikim. ‒
Prychnęłam, oparłam brodę na ręce i spojrzałam w okno.
‒ Jestem Michael, ale mów mi Mike, albo Mikey
‒
szepnął.
‒ Nathalie ‒
mruknęłam.
‒ Jesteś zła za wcześniej? ‒
spytał ze zmartwieniem w oczach.
‒ W sensie? ‒
Spojrzałam
na niego i uniosłam brew.
‒ No za to, że dostałaś drzwiami. ‒
Podrapał
się po tyle głowy.
‒ Aaa to. Ani trochę ‒
odparłam i z powrotem odwróciłam się do
okna.
Domyślam się, że chłopak czuł się niezręcznie w tej
sytuacji, ale nigdy nie byłam dla nikogo jakoś specjalnie miła,
więc raczej mnie to nie obchodziło. Czas mi się strasznie dłużył.
Chciałam jak najszybciej wyjść z tej szkoły, zaczerpnąć
świeżego powietrza i przespacerować się w deszczu. Dawno się tak
nie cieszyłam, kiedy usłyszałam, że mogę już iść. Wyszłam z
klasy jako jedna z pierwszych i od razu udałam się do szafki.
Włożyłam słuchawki do uszu, założyłam kurtkę i biały szal
idealnie kontrastujący z moimi czarnymi jak smoła włosami,
niektórzy uważają, że w świetle popadają nawet w granat.
Wyszłam ze szkoły, rozłożyłam ręce, zamknęłam oczy i uniosłam
twarz ku górze czując ja spadają na mnie krople deszczu.
Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam w stronę domu. Poczułam
jak ktoś mnie chwyta za ramię i momentalnie odwróciłam się i
wykręciłam rękę tej osoby. Okazało się, że to tylko Michael,
więc go puściłam i wyjęłam słuchawki z uszu.
‒ Uh silny masz ten chwyt ‒
syknął z bólu i potarł swój nadgarstek.
‒ Przepraszam, zaskoczyłeś mnie, to taki
odruch ‒
odparłam.
‒ Można powiedzieć, że teraz jesteśmy
kwita. ‒
Uśmiechnął
się.
‒ Hahah niech będzie. ‒
Zaśmiałam się i ponownie uniosłam twarz ku niebu.
‒ Lubisz deszcz? ‒
spytał, a ja spojrzałam na niego.
‒ To jedna z niewielu rzeczy, która wprowadza
mnie w nostalgie, ale to całkiem przyjemne ‒
odparłam, odwróciłam się i ruszyłam we wcześniej wspomnianym
kierunku.
‒ Hej, zaczekaj! ‒
krzyknął i podbiegł do mnie.
‒ O co chodzi? ‒
spytałam, nie przestając iść.
‒ Chciałem Cię zaprosić do kawiarni. ‒
Uśmiechnął się.
‒ Nie mam ochoty ‒
odparłam beznamiętnie.
‒ Nie mogę uwierzyć. Jesteś pierwszą
dziewczyną, która nie jest mną zainteresowana ‒
powiedział.
‒ Nie powiedziałam, że nie jestem, ale to
akurat fakt, poza tym nie znam Cię, więc nie widzę powodu, dla
którego miałbyś mnie interesować ‒
mruknęłam.
‒ No dobra, to skoro nie do kawiarni, to
chociaż pozwól mi się odprowadzić do domu ‒
zaproponował.
‒ Nie wiem, czy chcę, żebyś wiedział, gdzie
mieszkam ‒
burknęłam.
‒ Oj nie daj się prosić ‒
powiedział milusim tonem.
‒ Dobra, dobra, tylko już nie truj ‒
powiedziałam od niechcenia.
Droga minęła nam w milczeniu. Nie przeszkadzało mi to, jestem
przyzwyczajona. Jak tak sobie pomyślę, to ten chłopak jest nawet
przystojny i w sumie całkiem podobny do mojego ''przewodnika'',
tylko oczy ma szare i mocniejsze rysy twarzy. Doszliśmy do mojego
domu. Już miałam się pożegnać z chłopakiem, kiedy zadzwonił do
niego telefon. Na początku się uśmiechał, ale po chwili mina mu
zrzedła. Schował komórkę do kieszeni i spojrzał na mnie
zmartwiony.
‒ Co jest? ‒
Usiłowałam zabrzmieć tak, jakby mnie to interesowało.
‒ Mama dzwoniła. Powiedziała, że w nasz dom
uderzył piorun i pojechali nocować do ciotki razem z moim młodszym
bratem, a ja mam sobie znaleźć miejsce, gdzie będę spać przez
następne kilka dni. ‒
Złapał
się za głowę.
‒ Możesz spać u mnie
‒ powiedziałam.
‒ Naprawdę? A co na to rodzice? ‒
spytał.
‒ Rodzice nie żyją od dwóch lat. Mieszkam
sama ‒
odparłam.
‒ Przepraszam ‒
mruknął skruszony.
‒ Nic się nie stało. Chodź. ‒
Otworzyłam
drzwi i weszliśmy do środka. ‒
Jesteś głodny?
‒ Trochę, ale nie wysilaj się. Wytrzymam. ‒
Uśmiechnął się.
‒ Kilka dni bez jedzenia? Powodzenia. Mam
naleśniki z serem i kurczakiem, chcesz? ‒
spytałam.
‒ A ty? Co będziesz jeść?
‒ Zrobiłam ich na zapas, bo nie chce mi się
codziennie robić jedzenia, więc możesz być spokojny. ‒
Poszłam do kuchni odgrzać naleśniki. ‒
Na prawo masz salon, a drugie drzwi w lewo to łazienka, jeśli
czegoś potrzebujesz to mów. ‒
Chłopak wszedł do kuchni i usiadł przy stole.
‒ Dość duży masz ten dom jak na jedną osobę
‒
powiedział, rozglądając się dookoła.
‒ Nigdy o tym nie myślałam ‒
odparłam.
‒ Pracujesz gdzieś, albo coś? ‒
spytał.
‒ Nie. ‒
Odgrzane naleśniki ułożyłam na talerzach i postawiłam na stole,
siadając na przeciwko chłopaka.
‒ To jak opłacasz ten dom? ‒
zdziwił się.
‒ Ze spadku po rodzicach. Wszystko przepisali
na mnie, a że nie należeliśmy do biednych rodzin to na razie
przynajmniej nie muszę się martwić o to ‒
powiedziałam, odkroiłam kawałek naleśnika i zjadłam go.
‒ Rozumiem. Dzięki, że mnie ratujesz od
spania na ulicy. ‒
Zaśmiał się, a ja nie mogłam uwierzyć, jak można mieć tak
olśniewający uśmiech.
‒ Nie ma sprawy. Może nie sprawiam takiego
wrażenia, ale jestem pomocną osobą ‒
odparłam beznamiętnie i dalej jadłam naleśnika. ‒
Jedz, bo wystygnie.
‒ No tak. ‒
Zjadł pierwszy kęs. ‒
Wow, ale to dobre. Niezła jesteś w gotowaniu. Hm... Czemu jesteś
taka oschła i oziębła? Zrobiłem ci coś? ‒
Spojrzał
na mnie.
‒ Nie bierz tego do siebie, jestem taka dla
wszystkich ‒
mruknęłam.
‒ Da się zrobić coś, byś była dla
poszczególnych osób milsza? ‒
Przypatrywał
mi się uważnie.
‒ Nie wiem. Nigdy nie zmieniałam do nikogo
podejścia ‒
odparłam.
‒ A chłopak? Albo przyjaciółki? ‒
Zdziwił się.
‒ Gdybym kiedykolwiek miała chłopaka, albo
przyjaciółki to tak naprawdę nie wiem, jak bym się przy nich
zachowywała. Wątpię, że kiedyś będę w związku, albo będę
miała w ogóle jakieś bliższe sercu osoby, ale jakoś mnie to nie
rusza. To tej pory byłam sama, to i do końca życia będę sama ‒
odpowiedziałam i spuściłam wzrok, bo wiedziałam, że koniec
mojego życia nie nadejdzie nigdy.
‒ Oh rozumiem. Ja bym tak nie potrafił. Muszę
mieć wokół siebie ludzi pozytywnie nastawionych do mnie. ‒
Oparł brodę na ręce.
‒ Widzisz ludzie są różni ‒
rzekłam i odniosłam talerz do zlewu i wyjrzałam przez okno, niemal
krzyknęłam gdy zobaczyłam tuż przed nim mojego ''przewodnika''.
Szybko zasłoniłam okno i odeszłam od niego.
‒ Coś się stało? ‒
spytał, odłożył talerz i odsłonił okno, zanim zdążyłam
cokolwiek powiedzieć, ale na szczęście ''przewodnika'' już tam
nie było.
‒ Uf... Nie nic, wydawało mi się, że coś
widziałam, ale się pomyliłam. ‒
Przygryzłam nerwowo wargę.
‒ Na pewno? Wszystko w porządku? Może mogę
jakoś pomóc ‒
zaproponował.
‒ Nie, serio, wszystko jest okay. ‒
Odeszłam do tyłu, machając rękami na znak, że wszystko dobrze.
‒ Nie wierzę ci, ale widzę, że nie chcesz mi
powiedzieć, więc dam ci już spokój ‒
odparł.
‒ Możesz sobie poprzeglądać co jest w
szafach skoro będziesz mieszkać tu kilka dni, a ja nie zamierzam ci
usługiwać, więc zapoznaj się z domem ‒
mruknęłam i poszłam do pokoju.
Zamknęłam drzwi i ledwo zdążyłam usiąść na łóżku, kiedy
przede mną pojawiła się postać czarnego żniwiarza.
‒ Co znowu? ‒
spytałam od niechcenia.
‒ Dlaczego go tutaj przyprowadziłaś? ‒
odpowiedział pytaniem, wyraźnie poirytowany.
‒ Bo mogę? Facetowi piorun walnął w dom,
miałam kazać mu spać na ulicy? ‒
Podniosłam ton.
‒ Ciszej, bo jeszcze cie usłyszy. Wiesz, że
teraz masz ograniczoną swobodę? Pamiętaj, żeby nie używać
żadnych mocy, ani nic, czaisz? ‒
Spojrzał na mnie gniewnie.
‒ Jakich mocy? O czym ty pieprzysz? ‒
Zdziwiłam się i poszłam za nim na balkon zamykając za sobą okno.
‒ Jeszcze ich nie odkryłaś? Tydzień temu
skończyłaś 16 urodziny, powinny się już objawić… ‒
Zaczął mamrotać do siebie.
‒ Ale o czym ty mówisz? ‒
Ponownie podniosłam ton.
‒ Zamknij się. To znaczy, że... Słuchaj nie
czujesz się jakoś inaczej od tygodnia? ‒
zapytał.
‒ Może trochę, ale co to ma do rzeczy? ‒
Założyłam ręce na wysokości piersi.
‒ Co czujesz? Lekki ucisk w klatce i taką
jakby lekkość? ‒
spytał.
‒ Yyy... Skąd wiesz? ‒
Zdziwiłam się.
‒ Bo nie pierwszy raz jestem ''przewodnikiem''
‒
powiedział sarkastycznie. ‒
Swoją drogą od tego chłopaka też czuć delikatne promieniowanie,
ale myślę, że to dlatego, że spędził z tobą trochę czasu.
Posłuchaj, musisz nauczyć się kontrolować swoje moce i zrobić
barierę wokół twojego domu, bo jesteś łatwą zdobyczą dla
innych ‒
ostrzegł mnie.
‒ Dla jakich innych? Słuchaj, nawet jeżeli
mam jakieś moce, to nie nauczę się ich kontrolować z dnia na
dzień. Skoro jesteś moim przewodnikiem, to zaradź mi jakoś. Nie
możesz na razie ty ustawić tej całej bariery? ‒
zapytałam.
‒ Mogę ale ona nie jest trwała. Jeśli tylko
jakaś moc ci się nagle objawi bariera zniknie ‒
powiedział.
‒ Lepsze to niż nic. Czy jest możliwość,
byś mnie trenował, jeśli chodzi o te moce? Ale nie tutaj. Gdzieś
z daleka od szkoły i domu. ‒
Spojrzałam na niego.
‒ Jest takie miejsce, więc będziemy mogli
spróbować ale nikomu ani słowa o tym, rozumiesz? ‒
Wwiercał mi się tym zielonym spojrzeniem w głąb duszy.
‒ Mhm, jasne. Myślisz, że miałabym komu
powiedzieć? ‒
Posłałam mu sarkastyczny uśmiech, spojrzałam w stronę pokoju i
myślałam, że w tym momencie umrę. W pokoju stał Michael z
rozdziawionymi ze zdziwienia ustami.
‒ Co jest? ‒
spytał ''przewodnik'' i już odwracał się w stronę pokoju, ale
przyciągnęłam go do siebie i mocno przytuliłam. ‒
Co ty robisz?
‒ Przytulam cię, nie czujesz? Jak ty masz
właściwie na imię? ‒
spytałam, próbując ratować sytuację.
‒ Isaac. Możesz mnie już puścić? Czuję się
niekomfortowo ‒
mruknął.
‒ Wybacz. ‒
Puściłam go i spojrzałam w stronę pokoju, na szczęście Michaela
już tam nie było.
‒ O co chodzi? ‒
Zdziwił się.
‒ O nic. Po prostu um... Miałam ochotę się
do kogoś przytulić. ‒
Spuściłam wzrok na podłogę.
‒ Nie jesteś takim typem osoby. Dobra, muszę
już iść. Nie zrób nic głupiego, cześć ‒
powiedział i rozpłynął się w powietrzu, a ja odetchnęłam z
ulgą. Teraz tylko kwestia Michaela. Weszłam do pokoju.
‒ Kto to był? ‒
spytał chłopak siedząc w rogu pokoju, którego nie widać z
balkonu.
‒ Czemu cię to interesuje? ‒
powiedziałam trochę nerwowo.
‒ Może dlatego, że gościu wyglądał jak
ponury żniwiarz i rozpłynął się w powietrzu? ‒
W jego głosie było mnóstwo sarkazmu, ale też złości.
‒ Nie mogę ci powiedzieć. ‒
Oparłam się o ścianę.
‒ Jak to nie możesz?! Gościu się rozpłynął
w powietrzu! Nathalie, co tu się dzieje?! ‒
Podszedł do mnie i zamachnął się, uderzając pięścią w ścianę,
jego dłoń zapłonęła żywym ogniem.
‒ AAA! Co to ma być?! Palisz się! ‒
Uciekłam na drugi koniec pokoju. ‒
Zgaś to, bo mi dom spalisz! ‒
krzyknęłam a ogień zniknął tak nagle jak się pojawił.
‒ Przepraszam ‒
mruknął i kucnął przede mną, a ja coraz mocniej wciskałam się
w fotel. Bałam się.
‒ Odejdź ode mnie. Słyszysz? Odejdź! ‒
wrzasnęłam i zacisnęłam oczy. Gdy je otworzyłam chłopak był
przyklejony do przeciwległej ściany, a większość przedmiotów w
pokoju lewitowała.
‒ Puść bo mnie udusisz… ‒
powiedział ledwo słyszalnie, a ja patrzyłam na wszystko
wystraszona. Po chwili się ocknęłam i wszystko nagle spadło.
‒ C-co to było...? ‒
Spojrzałam na swoje trzęsące się dłonie i zauważyłam jak
pojawiają się na nich dwie czarne gwiazdy.
‒ A więc ty też… ‒
powiedział do siebie chłopak i pocierał swoje gardło.
‒ Ja... Nie wiem co się stało. Przepraszam ‒
szepnęłam roztrzęsiona i skuliłam się na fotelu drżąc ze
strachu i bezsilności.
‒ W porządku, to normalne na początku. ‒
Słyszałam jak do mnie podchodzi. ‒
Wstań. ‒
Podał mi rękę, a ja ją niepewnie chwyciłam.
‒ Co ja mam zrobić? ‒
szepnęłam ze łzami w oczach patrząc na niego.
‒ Nauczyć się to kontrolować. Pomogę ci w
tym ‒
powiedział i przycisnął mnie mocno do siebie.
Pierwszy raz poczułam, że naprawdę potrzebowałam czyjejś
bliskości. Czułam się niewiarygodnie bezpiecznie w ramionach
Michaela. Nie wiem dlaczego. Zastanawiałam się czy chłopak jest
taki jak ja, czy również jest nieśmiertelny, albo tak jak ja jest
w połowie człowiekiem w połowie upadłym aniołem. Chciałam go o
tyle zapytać, ale nagle poczułam się strasznie zmęczona i
osłabiona. Miałam ochotę od niego odejść i położyć się na
łóżku, ale zakręciło mi się w głowie. Michael podniósł mnie
i ułożył na posłaniu, a ja nawet nie miałam sił, by
protestować. Przymknęłam oczy. Isaac miał rację. Rzeczywiście
czuć od niego jakąś słabo emanującą energię. Po chwili
poczułam, że odpływam i zasnęłam. Jedyne co pamiętam, to
uczucie, kiedy Michael złapał mnie za rękę... A może to już był
sen? Nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz