Polecany post

Prolog

Wyszłam na balkon i usiadłam na grubej belce połączonej ze ścianą, która stanowiła część barierki odgradzającej mnie od poczucia wolności....

wtorek, 7 lutego 2017

Rozdzial 2


„Migały mi przed oczami kolorowe plamki, aż znalazłam się w jakimś ogromnym, marmurowym pomieszczeniu. Rozejrzałam się wokół, ale nie zobaczyłam nic, oprócz niewiarygodnej wielkości sali, w jakiej się znajdowałam. Po chwili poczułam czyjąś obecność. Instynktownie się odwróciłam i zobaczyłam Isaaca. Rozwiązał wstążkę od swojej szaty i z nagłym podmuchem wiatru płachta poszybowała na koniec sali.
Dawaj. Spróbuj na mnie swoich mocy powiedział i rozłożył ręce, tworząc tarczę ze swojej klatki piersiowej.
Jesteś pewien? Zresztą, po co ja się pytam, nie wiem jak ich używać. Nie mam pojęcia nawet, jakie mam te moce. Spojrzałam na niego bezradnie.
Musisz się skupić. Jeśli chcesz ogień, wyobraź sobie płomień, jeśli wodę to kropelkę i tak analogicznie. Rozumiesz? spytał, a ja niepewnie pokiwałam głową na tak. W takim razie próbuj.
No dobra powiedziałam, zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie rwącą rzekę.
Ej miałaś sobie wyobrazić kroplę, a nie ocean! krzyknął, a ja otworzyłam oczy i zobaczyłam, że się unoszę, a pode mną cała sala była zalana wodą, w której pływał Isaac.
Przepraszam mruknęłam, zacisnęłam oczy i wyobraziłam sobie kropelkę.
Od razu lepiej. Pochwalił mnie, a ja spojrzałam na to co udało mi się wyczarować.
Wow i mogę robić z tym co zechcę? spytałam i zaczęłam sobie wyobrażać jak ta kropelka przybiera różne kształty, w które w rzeczywistości się przemieniała.
Nieźle ci idzie jak na pierwszy raz. W jego głosie słychać było zdziwienie.
Naprawdę? Nie wiem czemu, ale było mi miło, że to od niego usłyszałam.
Tak, wyjątkowo szybko się uczysz. Dobra, koniec tych pochwał, teraz wyobraź sobie coś innego rozkazał, a ja wyobraziłam sobie błyskawice i nagle z mojej ręki wystrzelił piorun prosto w Isaaca, posyłając go na ziemie kilka metrów dalej.
Wszystko w porządku? spytałam i podbiegłam do niego, ale leżał nieprzytomny. Ej Isaac ocknij się. Potrząsnęłam nim i przystawiłam ucho do jego klatki piersiowej. Boże co ja zrobiłam… Zaczęłam panikować, a on nagle zaczął się śmiać. Jezu Isaac żyjesz, myślałam, że cię zabiłam!
Nie martw się, jestem bardzo odporny na czary. Ale jesteś naprawdę silna jak na zwykłego upadłego anioła, chyba że… Zamyślił się na chwilę.
Chyba, że co? Uniosłam brew.
Nieważne, to i tak niemożliwe powiedział i podniósł się.
Jak chcesz mruknęłam i również wstałam.
- Nie możesz jednak próbować swoich mocy na mnie.- oświadczył.
To jak mam się ich uczyć? zapytałam i nagle przede mną pojawiła się wielka czarna bryła.- Co to jest?
Obsydian. Próbuj na tym. Jak się domyślam, władasz nie tylko żywiołami, więc jeśli chcesz użyć jakiejś innej mocy po prostu pomyśl o tym co chciałabyś zrobić, Wytłumaczył mi, a ja się zastanowiłam, co mogę robić.
Czyli, jak na przykład chciałabym latać, to też mi się uda? spytałam.
Myślę, że to bardzo prawdopodobne, ale skup się teraz na niszczeniu tego. Wskazał na bryłę.
- No dobra. Spróbujmy może tak.- wyobraziłam sobie, że obsydian po prostu zamienia się w proch, po chwili po głazie rzeczywiście została tylko garstka pyłu.
Jak to zrobiłaś? spytał zaskoczony.
No po prostu pomyślałam o tym, że ta skała zamienia się w proch i tak się stało powiedziałam jak gdyby nigdy nic.
Ale... Niemożliwe… Brzmiał tak, jakby kłócił się z własnymi myślami.
O co chodzi? Zainteresowałam się.
Rodzice ci mówili, że jesteś upadłym aniołem? zapytał.
Tak, a co? Zdziwiłam się, że pyta o takie rzeczy.
Wydaję mi się, że możesz być czymś więcej. Mówili ci, na jakie ''działy'' dzielą się upadli? spojrzał na mnie.
Nie. Myślałam, że jestem jedyna odparłam.
Nie do końca. Jest taki jakby podział na podupadłych, zwykłych upadłych i nadupadłych. Na początku myślałem, że należysz do tych ostatnich, ale ty jesteś mieszaniną chyba wszystkich, z jakimiś dodatkowymi korzyściami. Nie wiem, czym jesteś, ale nawet jak na szesnastolatkę jesteś bardzo potężna, myślałem, że jesteś mniej więcej na równi z uczonymi, zwykłymi upadłymi, ale wydaję mi się, że w pojedynku jeden na jednego, zwykły upadły nie miałby z tobą szans, chyba że poznałby techniki zakazanych czarów, co jest praktycznie niemożliwe, bo one są strzeżone przez najpotężniejszych aniołów z królestwa, a jak możesz się domyślać, aniołowie są silniejsi niż upadli. Wiem, pokaż mi swoje skrzydła.- polecił, a ja wyobraziłam sobie, że mam skrzydła i nagle poczułam niewielki ciężar na plecach.
I jak dobrze mi ze skrzydłami? Zaśmiałam się i spojrzałam na niego, ale miał minę jakby zobaczył diabła. Ej, wszystko okay?
Jak... To niemożliwe powiedział i zaczął się cofać. Ale wielkie i piękne. I ten kolor mówił ściszonym głosem, a ja odchyliłam głowę i spojrzałam na nie.
Wow. Masz rację. Każdy upadły ma jedno białe, jedno czarne skrzydło? spytałam jakby sama siebie.
Upadli mają tylko czarne skrzydła, a zwykłe anioły białe. Jesteś pomieszaniem obu tych ras. Masz szansę być najpotężniejsza na świecie. Musisz tylko nauczyć się kontrolować swoje moce, co nie będzie proste, bo ja jestem już niewystarczającym nauczycielem dla ciebie. Musimy znaleźć jakiegoś anioła. Zamyślił się.
Muszę ci powiedzieć o czymś ważnym… Spuściłam głowę w dół.
Co jest? spytał i podszedł do mnie.
Jak staliśmy na balkonie to um Michael nas widział i…
Jak to nas widział?! Ścisnął mnie mocno za ramiona i spojrzał wściekły.
Daj mi skończyć! Wyrwałam się z uścisku i potarłam obolałe ramiona. To bolało głupku powiedziałam cicho.
Przepraszam. Nie powinienem. No to, o co chodzi? Spojrzał na mnie.
Michael nie jest zwykłym człowiekiem. Myślę, że też może być aniołem, albo upadłym, nie wiem, nie znam się wyjaśniłam.
Rozumiem. On jest od ciebie starszy? spytał.
Tak, skąd wiesz? Zdziwiłam się.
Bo czułem od niego delikatne promieniowanie, ale nie na tyle mocne, jak od ciebie, więc umie je maskować, czyli nauczył się mniej więcej kontrolować swoje moce. Musisz z nim porozmawiać i spytać kim dokładnie jest polecił.
Właśnie. Ciebie też chciałam o to spytać. Spojrzałam na niego.
Ja jestem nadupadłym. Moją rolą jest uczenie początkujących upadłych, podupadłych i nadupadłych. Nie wiem, co mam z tobą zrobić. Nigdy nie słyszałem o połączeniu upadłego z aniołem. Masz rodzeństwo? zapytał.
Starszego brata, ale nie widziałam go od dwóch lat, a czemu pytasz?
Bo twój brat może być taki jak ty. A rodzice?
Nie żyją od dwóch lat. Nie wspominali nigdy, że są aniołami, czy coś. Powiedzieli mi tylko, że jestem upadłym aniołem i tyle. Nie wiem nawet, jaka była prawdziwa przyczyna ich śmierci. Usiadłam na marmurowej posadzce i oparłam brodę na kolanach, otulając się skrzydłami, a Isaac nagle zaczął się unosić.
Ej ej ej. Uspokój się. Musisz panować nad emocjami, jeśli chcesz nauczyć się kontrolować swoje moce! krzyknął, a ja wzięłam głęboki wdech i opuściłam go na ziemię.
Jak mam być spokojna, kiedy nie wiem nawet jak zmarli moi rodzice, a brat uciekł z domu tydzień przed ich śmiercią. Próbuje rozwiązać sprawę ich śmierci i odnaleźć brata od dwóch lat. Myślisz, że łatwo mi być spokojną, kiedy nie mam o niczym pojęcia?! Nie mogę nikogo kochać, za nikim tęsknić, nawet nikogo lubić! Myślisz, że życie w ciągłej samotności jest fajne?! Myślisz, że życie w ciągłych złości, smutku i rozpaczy bez krzty radości, to coś przyjemnego?! Co ty możesz o tym wiedzieć?! Pewnie wiedziesz idealne życie, masz rodzinę, przyjaciół, dziewczynę, nie wiem kogokolwiek, kto sprawia, że nie jesteś samotny! Po moich policzkach spłynęły łzy. Byłam wściekła. Wyobraziłam sobie, że jestem zamknięta w jakiejś bańce w której nic nie widać, ani nie słychać.
Otworzyłam oczy, wszędzie było czarno. A może nadal były zamknięte? Pomyślałam o iskierce i po chwili zaczęłam się świecić. Byłam zamknięta w marmurowej kuli. Zgasłam i zaczęłam płakać.” Kiedy się trochę uspokoiłam i ponownie uniosłam powieki, ujrzałam znajomy mi już baldachim mojego łóżka. Czyli to był tylko sen? Chciałam przetrzeć twarz, ale poczułam jakiś ucisk na ręce. Spojrzałam na swoją dłoń i ku mojemu zdziwieniu, zobaczyłam śpiącego Michaela, który miał położoną głowę na posłaniu, tors opierał się o boczną część łóżka, a nogi, zgięte w kolanach leżały na ziemi. Spał tak całą noc? Zrobiło mi się go trochę żal, bo zdałam sobie sprawę, że będzie niewyspany przeze mnie, kiedy przypomniałam sobie o wydarzeniach z poprzedniego dnia. Spojrzałam na budzik, który wskazywał 1:27. Wstałam z łóżka, pomyślałam o tym, że siłą woli unoszę chłopaka i kładę go na łóżko, o dziwo udało mi się. Czyli Isaac mówiąc, że zna miejsce na mój trening, miał na myśli moje sny? Ciekawe, jak to na mnie wpłynie w późniejszym czasie. Założyłam mój ulubiony rozciągnięty sweter, wyjęłam z plecaka papierosy i wyszłam na balkon. Czemu nie mogę być zwykłą dziewczyną? Pytając siebie w myślach zapaliłam i zaciągnęłam się dymem. Usiadłam na belce zwieszając jedną nogę poza barierką. Oparłam głowę o ścianę i przymknęłam oczy. Pomyślałam o tym, że wokół domu pojawia się bariera, dzięki której nikt nie wyczuje mojej energii. Dom otoczyło coś na kształt ogromnej mydlanej bańki i po chwili stało się niewidoczne. Czyli to takie proste? Ponownie przyłożyłam papierosa do ust. Miałam to rzucić. W sumie wiele rzeczy miałam zrobić ale dałam sobie spokój. Wyobraziłam sobie taką samą barierę wokół mnie i po chwili można powiedzieć, że się zabezpieczyłam. Zeskoczyłam z belki w dół na trawnik. Poszłam za dom, by wyjść na pole, które się tam znajdowało. Dziwię się, że nie było mi zimno. Spacerowałam boso po wilgotnej, miękkiej ziemi w stronę lasu. Jaki jest mój limit? Jakiś w ogóle mam? Jak mam się tego dowiedzieć? Isaac. On na pewno by wiedział, ale głupio mi teraz się do niego zwracać. W sumie nie znam go i nie wiem, jak wygląda jego życie. Może ma jeszcze gorzej, niż ja? Nie zorientowałam się nawet, kiedy wkroczyłam w tajemniczy wymiar lasu. Zgasiłam papierosa i za sprawą moich myśli, rozpłynął się w powietrzu. Wspięłam się na wzgórze, na którym była polana. Weszłam między zaschnięte rośliny. Późna jesień. Wszystko jest takie martwe. Drzewom brak ich dumnych, liściastych koron, większość zwierząt zapadła już w sen zimowy. Wydawałoby się, że żyją tak beztrosko, że brak im zmartwień i problemów. Jak jest naprawdę? Nie wiem. Zaszłam nad strumyk płynący w dole wzgórza. Stanęłam pośród nurtu rzeczki. Dziwne. Była kojąco ciepła. Czy to moja zasługa? A może ktoś nade mną czuwa? A to co? Zauważyłam kopertę przywiązaną do drzewa. Wyjęłam ją zza sznurka, otworzyłam i wyciągnęłam z niej przypaloną po bokach kartkę. Usiadłam na kamieniu i rozświetliłam swoją dłoń.



Listopad 2017

Miłość. Przyjaźń. Złość, smutek, żal. Nienawidzę emocji. To chyba najgorsze, co mogło spotkać człowieka. Po co to komu? Bez uczuć świat byłby piękniejszy. Zero wojen, kłótni, płaczu, śmiechu. To byłoby cudowne. Czemu przyszło mi być człowiekiem i nosić w sobie takie przekleństwo, jakim są emocje? To nie ma sensu. Mamy to, czego nie chcemy. Nie mamy tego, czego chcemy. Czemu świat nie mógł zostać stworzony logicznie? Bo istnieje Bóg, Allah czy kto tam? Prawda jest taka, że najwięcej sporów i wojen było spowodowanych podważaniem czyjejś wiary, tłumaczonym swoją religią. Jaki to ma sens? Albo raczej czemu istnieje tak wiele rzeczy, którym sensu brak?



P.J.




Co za... Ugh! Jak można tak bardzo nie doceniać tego, co się ma i kim się jest?! Zgniotłam kartkę i wepchnęłam do kieszeni. Przeszłam kawałek dalej i ujrzałam kolejną kopertę z podpisem P.J. Nie wiem kim jest ta osoba, ale z pewnością ma coś z głową. Ja bym dziękowała wszystkim za to, że jestem człowiekiem, że mogę kochać, śmiać się najgłośniej jak potrafię. Po drodze znalazłam więcej listów na drzewach. Może zostawię dla P.J. odpowiedź. Wyczarowałam kartkę i wieczne pióro.




Listopad 2017


Drogi/a P.J. czytając Twoje listy mam w głowie tylko jedną myśl, mianowicie "Jak tylko Cię spotkam, to Cię zabiję". Masz świadomość jakie głupstwa wypisujesz? Nie wiem, jak to jest nie czuć nic, ale nie wiem też, jak to jest czuć wszystko. Widzisz, nigdy mnie nie rozpierała duma, nie umiem się szczerze śmiać, nie umiem nawet kochać. Wiem, że z emocjami wiążą się takie konsekwencje, jak złamane serce, czy brak poczucia własnej wartości. Jednak złamane serce jest niczym w porównaniu do tego co ja czuję. Mogę brzmieć egoistycznie, ale wyobraź sobie jak to jest żyć w ciągłym strachu, gniewie, smutku. Za to, żeby poczuć chociaż jednego dnia, jak to jest śmiać się, mieć przyjaciół, kochać, poświęciłabym nawet życie.




N.G.




Włożyłam kartkę do koperty i przywiązałam do drzewa białą wstążką, a pióro schowałam do kieszeni. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale czułam, że słusznie postąpiłam. Wróciłam do domu przez balkon. Zamknęłam okno i podeszłam do łóżka, na którym dalej spał Michael. Przykryłam go kołdrą i położyłam się obok, przyglądając się jego pogrążonej we śnie twarzy. Wyglądał tak niewinnie, zupełnie jak dziecko, które nie musi się niczym martwić. Zsunął mu się na twarz kosmyk włosów. Sięgnęłam, by go poprawić. Byłam zdziwiona tym, jakie ma miękkie włosy i gładką cerę. Czy tak ma każdy anioł lub upadły? Nieskazitelny, idealny wygląd? Więc dlaczego ja jestem inna? Może to dotyczy tylko mężczyzn? Obróciłam się na plecy i spojrzałam na baldachim. Każdy anioł i upadły jest nieśmiertelny? A może to dlatego, że jestem pomieszaniem jednego z drugim? Jeśli tak, to by tłumaczyło to, że rodzice byli śmiertelni, nawet gdyby byli upadłymi, czy aniołami. Ciekawe, czy Nick jest taki jak ja, skoro jest moim bratem. Gdyby to była prawda, to nie martwiłabym się, że on może już nie żyć. W końcu minęły dwa lata, wiele rzeczy mogło się stać, zwłaszcza, że on zawsze pakował się w tarapaty. Nie mogę o tym myśleć, bo znowu zacznę płakać. Spojrzałam na zegarek, 4:15 szybko minęła ta noc. Czemu jestem taka spokojna? Czuję pustkę, żadnych uczuć, nic kompletnie. Co to znaczy? Spojrzałam na Michaela. Ciekawe co mu się śni. Położyłam mu dłoń na policzku. Był przyjemnie ciepły. Zastanawiałam się, czy on tak, jak ja nie może czuć niektórych emocji, czy to dotyczy tylko mnie. Jest tyle pytań, na które nie znam odpowiedzi. Jak się obudzę to pewnie ich już nie będę pamiętać. Zamknęłam oczy i po pewnym czasie, spędzonym na przemyśleniach, zasnęłam. Obudziłam się po kilku godzinach i od razu dało się czuć zapach świeżo przygotowanej jajecznicy. Godzina 6:56, a ja jeszcze w łóżku. Wstałam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej mundurek. Nigdy nie lubiłam szkół, w których obowiązywał szkolny uniform, ale czego to się nie robi dla edukacji. Westchnęłam i ubrałam podkolanówki, kraciastą spódnicę do kolan i koszulę z naszytym logo. Hm, a gdyby tak go trochę pozmieniać? Czarami skróciłam trochę spódniczkę i zwęziłam koszulę w pasie. Teraz jest chyba trochę lepiej. Przejrzałam się w lustrze i nie wyglądałam źle, więc więcej nie zmieniałam. Włosy upięłam w luźnego koka zostawiając kosmyki włosów po obu stronach twarzy i byłam gotowa. Raczej rzadko się maluję, więc poranne czynności zajmują mi dużo mniej czasu niż przeciętnym dziewczynom. Spojrzałam w lustro na swoje dwukolorowe oczy, z których jedno było krystalicznie niebieskie, a drugie intensywnie zielone. Różnica była widoczna nawet z daleka. Włożyłam soczewki, by ich kolor był jednolity i zeszłam do kuchni. Przy kuchence stał Michael.

Widzę, że już się rozgościłeś powiedziałam i usiadłam przy stole.
O wstałaś, właśnie miałem iść cię budzić. Odwrócił się do mnie, a na sobie miał różowy fartuszek w kwiatki, który dostałam kiedyś od brata.
Jak ty wyglądasz. Zaśmiałam się.
Jak na kucharza przystało odpowiedział dumnie i oparł ręce na biodrach.
Ty, kucharz, uważaj bo coś ci się przypala. Nie mogłam się przestać śmiać, gdy zobaczyłam jaki jest nieporadny. Daj, ja to zrobię. Wzięłam od niego patelnię i nałożyłam jajecznicę na talerze.
Tak mało? Nie będziesz głodna? spytał.
A kto powiedział, że dla ciebie jest większa porcja? Uśmiechnęłam się zadziornie, ale koniec końców wzięłam mniejszą porcję. Zjedliśmy, Michael poszedł się przygotować i wyszliśmy z domu. A właśnie...
Hm? Spojrzał na mnie.
Chciałam spytać um czym jesteś? Uniosłam brew.
W sensie? Pytasz czy jestem aniołem, czy upadłym? Sprostował moje pytanie.
Tak.
Aniołem, a co?
Przydasz mi się później wyjaśniłam i weszliśmy do szkoły.
Reszta dnia minęła w miarę spokojnie. Felicia trochę mnie podręczyła i przystawiała się do Michaela. Pierwszy raz w życiu poczułam zazdrość o drugiego człowieka. Nie wiem dlaczego, znałam go przecież tylko jeden dzień. Dałam sobie spokój z myśleniem o Michaelu i zaczęłam się zastanawiać, jakie jeszcze pytania zadam mu i Isaacowi przy następnej okazji. Siedząc na przerwie w sali, namiętnie gapiłam się w okno, jak zwykle, kiedy jest przerwa. Coś mnie zaniepokoiło. Nagle przestałam słyszeć wszelkie hałasy i rozmowy dobiegające z korytarza. Wyszłam z sali i ku mojemu zdziwieniu nie widziałam żywej duszy. Wyszłam przed szkołę i usłyszałam oddalony krzyk ''Niech ktoś wezwie karetkę! Szybko, dzwońcie do szpitala!". Pobiegłam na dziedziniec szkolny, by zobaczyć co się dzieje. Nic nie widziałam przez uczniów, stojących w okręgu, wokół miejsca zdarzenia. Przepchnęłam się na sam przód, ujrzałam ciemnoczerwoną kałużę, leżącego na ziemi chłopaka z otwartym złamaniem nogi i chyba pękniętą czaszką, bo znad jego czoła spływała krew. Nauczyciele nie mieli pojęcia, co robić. Taka dobra szkoła, a nauczyciele nie wiedzą, jak udzielić pierwszej pomocy?! Podbiegłam i kazałam się wszystkim odsunąć, bo brakuje przy nim tlenu. Puls niewyczuwalny. Zaczęłam go reanimować, krzycząc polecenia do poszczególnych osób. W końcu odzyskał puls i oddychał, ale dalej był nieprzytomny. Po kilku minutach słychać było syrenę zbliżającej się karetki. Wzięli chłopaka na nosze i kazali mi też do niej wsiąść. Ratownicy zamknęli drzwi i pojechaliśmy do szpitala. Przez całą trasę przyglądałam się twarzy nieprzytomnego, słysząc od mężczyzn, że uratowałam mu życie. Gdyby nie ja, to chłopak by umarł? Tam było tyle osób, ale to właśnie ja ocaliłam człowieka przed śmiercią. Czekając już w szpitalu, byłam świadkiem, jak podłączają go do różnych urządzeń i przewożą na salę sprawdzając jego stan i operując rany. Po kilku godzinach, kiedy wszystko się już uspokoiło, zawołali mnie, bym weszła na salę. Usiadłam na krześle przy łóżku i przyglądałam mu się uważnie. Okulary, które wcześniej miał na sobie, leżały na nocnej szafce. Nogę miał w gipsie, głowę owiniętą bandażem i wenflon przyczepiony do ręki. Patrząc na niego poczułam to samo, co rano, kiedy patrzyłam na Michaela.
Znasz go? zapytał lekarz, a ja kiwnęłam głową w geście sprzeciwu. Uratowałaś mu życie, nie wiedząc kim jest? Niewiele osób zdobywa się na taki czyn, szczególnie wśród młodzieży. Myślę, że on będzie ci wdzięczny. Jego stan jest stabilny, niedługo powinien dojść do siebie.
Rozumiem. Odwróciłam wzrok od lekarza i ponownie spojrzałam na chłopaka.
Nie wracasz do domu? Późno już. powiadomił lekarz.
Zostanę jeszcze trochę odparłam.
No dobrze.- mruknął lekarz i wyszedł z sali.
Czy on chciał popełnić samobójstwo? Jakim cudem niby znalazł się na dziedzińcu? Musiał skoczyć z dachu. Albo ktoś mu to zrobił. Złapałam jego dłoń i poczułam coś, jakby mnie prąd kopnął. Oparłam głowę na jego zdrowej nodze, cały czas przyglądając się jego twarzy. Wkrótce moje powieki zaczęły mi ciążyć i nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy zasnęłam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz